CZY CZEKA NAS DOBRY ROK?

Kilka dni temu składaliśmy sobie życzenia – Do siego roku! Choć być może najbezpieczniejsze życzenia powinny brzmieć – Moi Drodzy Rodacy, a szczególnie Ty Suwerenie, życzę Wam tego samego, czego Wy mi życzycie! Zakładając jednak, że wszyscy życzymy sobie szczerze pomyślności, przyjrzyjmy się w jakich realiach dnia codziennego przyjdzie nam owe życzenia realizować.

Problemy i deficyty

Po pierwsze – sytuacja ekonomiczna. Nie jest ona najlepsza, choć nadal nie jest jeszcze beznadziejna. Pomimo epidemii i ograniczeń, bezrobocie utrzymuje się na stabilnym 6% poziomie. Czy jednak jeszcze długo? Obawiam się, że nie. Musi przyjść efekt kolejnych lockdownów, nazywanych jak to w Polsce PiS, „narodową kwarantanną” lub „kwarantanną narodową”. A propos, taką „kwarantannę narodową” od demokracji obecna władza serwuje nam nieprzerwanie od 2015 roku, a epidemia pokazuje jedynie, jak w jej kontekście można dalej łamać Konstytucję, tłumacząc to naszym „narodowym dobrem”. Ale powróćmy do tematu. Nie czeka nas raczej dobry rok. Nieprzemyślana polityka fiskalna, oraz najczęściej błędne i ad hoc podejmowane decyzje, zmuszają rząd do kuglarstwa budżetowego, za które zapłacimy wszyscy. Już mamy najwyższą inflację w UE, a brak wspólnotowego hamulca wynikający z posiadania własnej „narodowej waluty”, tę sytuację będzie pogarszał. Kiedy już epidemia zacznie słabnąć, powodując wzrost poziomu obrotów pieniężnych, inflacja wzrośnie jeszcze szybciej. Nasze oszczędności już tracą swoją wartość i notuje się ucieczkę od nich. Biznes, w obliczu niepewności, nie inwestuje w środki trwałe, a spadek tych inwestycji ocenia się obecnie na 10%. Ekonomiści, z różnych polskich ośrodków analitycznych ostrzegają, że tegoroczny koszt 13. i 14. emerytury wyniesie 17 mld zł, a obniżenia wieku emerytalnego to koszt kolejnych 20 mld. Na szczęście nie zawetowano unijnego budżetu i pakietu pomocowego, ale te nadal są powiązane z przestrzeganiem zasady praworządności. W ekonomii cudów nie ma. Rząd będzie musiał szukać sposobów łatania dziury budżetowej, albo zaciągając kredyty, albo drenując nasze kieszenie, co zresztą już robi w ramach tzw. dziesiątki Morawieckiego. Bez względu jednak na to, którą drogę wybierze „zjednoczona prawica”, na końcu każdego łańcucha fiskalnego zawsze jest obywatel, w tym także „suweren”, i to my wszyscy zapłacimy najwięcej.

Po drugie – obóz władzy. Nie spodziewam się żadnej pozytywnej zmiany. Kaczyński nadal będzie zarządzał poprzez kryzys, szukając tym sposobem odsunięcia odpowiedzialności za stan państwa i gospodarki od siebie i swojego obozu. To krótkowzroczne, ale on inaczej nie potrafi. Będzie dalej dzielił społeczeństwo, gdyż jest mu bardzo bliska prymitywna i anachroniczna zasada „dziel i rządź”. Ale właśnie z uwagi na jej charakter oraz charakter „psychiki narodu polskiego”, jest ona wciąż tak skuteczna. Retoryka antyunijna i wsobna, „narodowa” i „katolicka”, wykluczająca i stygmatyzująca nie osłabnie. Nasze relacje ze światem zewnętrznym, ale także w UE i NATO, pogorszą się, gdyż wraz ze zmianą administracji amerykańskiej zawęża się obszar ich możliwego kultywowania, a tylko tak należy postrzegać pisowską politykę zagraniczną. A propos relacji Duda-Trump. Niedawne weto ustępującego prezydenta dla budżetu obronnego Penatgonu uderza także w sankcje dotyczące projektu Nord Stream 2. Nie jest to zgodne z polskimi oczekiwaniami i mówi o tych relacjach wiele. Polska pod obecnymi rządami będzie pogrążała się w dalszej izolacji, coraz mniej rozumiana i coraz mniej szanowana. Nadal będzie dryfowała ku coraz bardziej wschodnim obrzeżom europejskiej cywilizacji.

Po trzecie – opozycja. Obawiam się, że nadal będzie działała reaktywnie. Skoro od pięciu lat nie stać jej na nowe otwarcie, co musiałoby się wydarzyć, żeby doznała politycznego olśnienia w roku 2021? Dlatego nie spodziewam się także jej nacisków na wcześniejsze wybory. Potwierdzają tę opinie ludzie nauki zajmujący się także badaniami społecznymi oraz dobrze zorientowany w naszych realiach Donald Tusk. Oznacza to, że nadal będziemy słyszeli krytyczne (słusznie) opinie o polityce „zjednoczonej prawicy”, ale nie będziemy słyszeli alternatywy dla niej. A jeśli już, to alternatywę odległą od naszych społecznych realiów, prezentowaną przez mniejsze partie w poczuciu małej szansy na jej weryfikację w praktyce. Pomimo afer i podnoszonych kwestii marnotrawienia naszych pieniędzy oraz nadużywania władzy, opozycja nie jest w stanie konsekwentnie i wspólnie walczyć o wyjaśnienie tych spraw. Tematy: korupcji, nepotyzmu, nadużywania stanowisk, wyborów kopertowych, zamówień związanych z epidemią, brutalnych i naruszających prawo i wolności obywatelskie zachowań policji i jej szefów, są raczej newsami politycznymi, a nie oskarżeniami konsekwentnie podnoszonymi przez opozycję. Zbyt rzadko nadaje się im prawny bieg, a jeśli już, brakuje konsekwencji w monitorowaniu jego postępów i w stosowaniu kolejnych narzędzi. Obecna prodemokratyczna klasa polityczna od dawna jest wypalona i jałowa, a na horyzoncie nie majaczy nawet jej poważna i programowa alternatywa, która byłaby w stanie podjąć skuteczną polityczną walkę z obecną władzą. Pisząc skuteczną, mam na myśli osiągnięcie przez nią takiego poziomu akceptacji społecznej, żeby w najbliższych wyborach uzyskać większość (samodzielną lub koalicyjną) wystarczającą do restytucji państwa prawa, wprowadzenia nieodzownych reform, odrzucania weta Dudy, ale także rozliczenia łamania Konstytucji i nadużywania stanowisk. Ostatni sojusz PSL i Konfederacji w sprawie wspólnego kandydat na RPO także nie pozostawia złudzeń. Partie opozycyjne zdają się nie walczyć o rzeczywiste zwycięstwo, ale o wejście do Parlamentu, które gwarantuje im dalszą wegetację polityczną za nasze pieniądze.

Po czwarte – deficyty. Zmagamy się z nimi od dawna. Pierwszy z nich, pomimo postępów jakie są zauważalne na przestrzeni ostatnich pięciu lat, to deficyt społeczeństwa obywatelskiego. Nie zdajemy sobie nadal w pełni sprawy, jaki możemy mieć wpływ na nasze życie. To dlatego miedzy innymi wciąż odwołujemy się do partii politycznych, a nie budujemy dla nich rzeczywistych alternatyw. To dlatego również, na ulice naszych miast wychodzą w proteście raczej dziesiątki tysięcy niż ich setki lub miliony. Na ulicach Paryża pojawia się nawet 1,5 mln, w Bukareszcie 500 tys. Deficyt społeczeństwa obywatelskiego wynika w dużej mierze z deficytu kapitału społecznego, a ten z kolei z deficytu zaufania: obywateli do państwa, państwa do obywateli oraz obywateli do obywateli. Na nie nakłada się kolejny, związany z klasą polityczną – deficyt odpowiedzialności polityków wobec obywateli, ale także wobec obowiązującego powszechnie prawa. Zachowania władzy, łamanie Konstytucji, brak obowiązującej reakcji na ewidentne nadużycia urzędników oraz brak woli do ratowania gospodarki w dobie epidemii, to tylko główne jego przykłady. Obawiam się, że w obecnej sytuacji polityczno-społecznej, trudno będzie te deficyty zmniejszać, a nawet istnieje realna groźba, że zaczną się one pogłębiać i utrwalać.

Nadzieja umiera ostatnia

Przedstawione problemy, przed którymi po raz kolejny stajemy w Nowym Roku, nie nastrajają optymistycznie. Podnoszę je nie po raz pierwszy co oznacza, że nie wiele się zmieniło na przestrzeni ostatnich pięciu lat. Jednak, poszukiwanie rozwiązań wymaga nawet tak bardzo uproszczonej analizy SWOT, która pokazuje także słabe strony i zagrożenia. Czy dostrzegamy jednak jakieś mocne strony i szanse? Potencjał społeczny niewątpliwie istnieje, ale moim zdaniem nie jest on nadal wykorzystywany efektywnie. Bowiem nasza obywatelska energia jest ujawniana głownie w proteście, który uważam za niezbędny i słuszny, ale jednak coraz bardziej skromny i niewystarczający. Ów potencjał wymaga także zaangażowania w prawdziwą politykę. Nie jednostkowego, gdyż rozpływamy się wówczas w „partyjnym tłumie”, ale w miarę masowego, zmieniającego wewnętrznie istniejące partie lub tworzącego zaplecze dla powstania nowych ruchów politycznych. Próby wejścia obywateli do rzeczywistej działalności politycznej są jednak nieśmiałe i raczej rzadkie, a rozmowy na ten temat nadal nie należą do dobrego obywatelskiego tonu. Dzielimy się więc „opłatkiem niemożliwości i niemożności”. Zauważmy jednak, że w ten sposób nadal jesteśmy gotowi oddawać naszą przyszłość w ręce polityków, którzy nader często sprawiają, iż polityka jawi się nam jako nieuczciwa i brudna. Oczekujemy od nich zwycięstwa nie stawiając im konkretnych pytań, co z owym zwycięstwem uczynią. Wystarczą nam hasła i slogany. Zachowujemy się często tak, jakby odsunięcie „zjednoczonej prawicy” od władzy miało być lekiem na całe zło, a nie środkiem umożliwiającym trudny proces przemian.

Zadajmy sobie na ten nowy rok dwa pytania. Czy jest wysoce prawdopodobne, że jeśli po zmianie władzy nie zostaną zainicjowane konieczne reformy, często niełatwe i wymagające od wszystkich sprawiedliwych i solidarnych wyrzeczeń, w kolejnych wyborach do władzy dojdą jeszcze bardziej radykalne i populistyczne partie? Czy środowiska obywatelskie są gotowe wspólnie i we współpracy ze sobą, ale także z ludźmi nauki i ekspertami zacząć tworzyć polityczną alternatywę, opartą o przyjęte minimum polskiej racji stanu? Jeżeli odpowiemy twierdząco na oba te pytania, być może powstanie szansa na realizację życzenia dobrego roku i kolejnych lat, dla nas wszystkich.

***

Redakcja „Dziennika SEDNO”, którego wydawcą jest Stowarzyszenie Europejska Demokracja – Nadzieja i Otwartość stara się nie ingerować w przekazywane do publikacji materiały. W wyjątkowych przypadkach dokonujemy ich skrótów. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji i korekty, dodawania tytułu, śródtytułów i dokonywania podkreśleń. Prosimy uprzejmie autorów przekazywanych nam materiałów o dbałość o treść, język i formę.

Nie zamieszczamy na naszej stronie materiałów niezgodnych z linią programową Stowarzyszenia określoną w jego Statucie. Nie publikujemy treści, w których stosowany jest język wykluczenia i mowa nienawiści bez względu na to, kogo one dotyczą. Nie publikujemy także materiałów, których celem jest szerzenie ksenofobii, homofobii, rasizmu albo propagowanie nacjonalizmu lub faszyzmu, w każdej ich formie.

Dodaj komentarz