Kim pan jest panie Macierewicz?

wyborcza.pl

Macierewicz ponownie pokazał swoje prawdziwe oblicze. Napisano o nim już chyba wszystko, co można było znaleźć w dostępnych źródłach, w tym IPN. O jego niechlubnych zachowaniach w okresie PRL i chętnie udzielanych Służbie Bezpieczeństwa informacjach na temat kolegów pisał obszernie prof. Andrzej Friszke. O jego powiązaniach z Moskwą i otoczeniem Putina oraz z amerykańskimi lobbystami działającymi na rzecz polityki Kremla pisał i pisze Tomasz Piątek.

Wiele źródeł wskazuje na powiązania Macierewicza z Rosją. Wiele pokazuje także takie powiązania osób z jego otoczenia, w tym Kownackiego, byłego wiceministra ON. Wiele wskazuje także na to, że Macierewicz był „pacjentem szczególnej troski” Służby Bezpieczeństwa PRL. Wiemy wszyscy, że w roku 1991 miał on dostęp do archiwów UOP, a w latach 2006 – 2007, do zasobów archiwalnych WSI (wywiadu i kontrwywiadu wojskowego). Nie trzeba nikogo chyba przekonywać, jak mógł wykorzystać i jak może wykorzystywać nadal informacje, do których uzyskał dostęp. Jest wielce prawdopodobne, że te informacje znajdują się dzisiaj już tylko w jego rękach. Czy to może tłumaczyć jego bezkarność i relatywną niezależność od Kaczyńskiego? Chciałbym dołożyć do tych informacji swoją małą cegiełkę i pokazać działanie Macierewicza w okresie 2006-2007, w roli szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego (SKW zastąpiła Kontrwywiad Wojskowy WSI). Pisałem o tym już w latach 2009 – 2010, jeszcze w ramach dziennikarstwa obywatelskiego na portalu Onet.

W okresie szefowania SKW, w bibliotece tej służby znalazło swoje miejsce kilka kuriozalnych pozycji. Przyjrzyjmy się jednemu z tych dzieł, które „tropiciel agentów” i sympatyk Ernesto „Che” Guevary, zaleca w przedmowie swoim funkcjonariuszom do wykorzystania w pracy na rzecz bezpieczeństwa Państwa. W kontekście późniejszych zachowań i działań Macierewicza jego treść i przesłanie, nabierają dzisiaj szczelnego znaczenia. Napisałem o tym artykuł na Onet.pl, 4 stycznia 2010 roku[1]. Jego obszerne fragmenty przypominam dzisiaj, odwołując się jednak do nowego kontekstu.

Wspomniane dzieło wyszło spod ręki Anatolia Glicyna, współpracownika Stalina, Berii, Malenkowa, Breżniewa i jeszcze kilku znawców tematów w nim poruszanych. Golicyn to jeden ze współtwórców służb specjalnych ZSRR i pomysłodawców metod ich działania. W 1961 roku zraził się po dwudziestoletniej wiernej służbie do systemu komunistycznego i oddalił w pośpiechu do jednego ze zwalczanych dotąd państw zgniłego zachodu. Dzieło nosi bardzo znamienny tytuł „Nowe kłamstwa w miejsce starych” i powstało w roku 1984. Doczekało się ono dwóch wydań – amerykańskiego w 1984 roku i polskiego w listopadzie 2007 roku, kiedy to dostrzegł je nareszcie Macierewicz.

Wróćmy jednak do dzieła i jego „wielkiego wprowadzającego” do biblioteki SKW. W swojej przedmowie Macierewicz zauważa, że po dwudziestu latach od zmian ustrojowych nadal jesteśmy pod przemożnym wpływem Rosji. Wszystkie zmiany to tylko mit. Tak wypowiadał się w 2007 roku na temat państw byłego Bloku Wschodniego „Wyzwolone spod bezpośredniej okupacji sowieckiej, przyjęte do NATO i UE wciąż pozostają pod dominującym wpływem dawnego okupanta. Nie ma wątpliwości, że stało się tak właśnie dlatego, że Rosji sowieckiej udało się w latach 60-tych i później zastąpić autentyczną opozycję niepodległościową ruchami dysydenckimi, których celem była nie niepodległość, lecz socjalizm z ludzką twarzą”. Czy pisze o sobie i sobie podobnych? Tak sugeruje przecież Tomasz Piątek. Czy Macierewicz korzysta w tym przypadku z jednego ze sposobów na maskowanie własnej działalności?

Zdaniem Macierewicza nadal rządzą nami elity kierowane lub co najmniej kontrolowane przez Rosję. Martwi się, że jeśli jest tak źle w Polsce, kraju o najsilniejszych dążeniach niepodległościowych, to jak źle mysi być w pozostałych państwach b. Bloku Wschodniego. Według Macierewicza napisana w 1984 roku książka to niemalże przepowiednia Nostradamusa. Golicyn przepowiedział jego zdaniem powstanie rządu Tadeusza Mazowieckiego, porozumienia rosyjsko-niemieckie i odnowę sojuszu rosyjsko-chińsko-irańskiego. Swoją przedmowę kończy stwierdzeniem „Jej studiowanie pomoże lepiej zrozumieć zagrożenia, jakie stoją przed Polską, a które służba kontrwywiadu wojskowego ma obowiązek zwalczać”.

Nie pozostaje nic innego jak pogratulować Macierewiczowi jego „zdziwienia” dla miejsca dezinformacji w działaniach służb specjalnych. Ktoś, kto traktuje to zjawisko jako odkrycie musiał być naprawdę najlepszym kandydatem na likwidatora i weryfikatora b. WSI oraz twórcę tzw. wojskowego kontrwywiadu. Wydaje się jednak, że nadal istotniejszą sprawą, będzie w najbliższym możliwie czasie poszukanie odpowiedzi na kilka kluczowych pytań. Czy egzaltacje Macierewicza i odkrycie prawd w dziele Golicyna to tylko zasłona dymna? Czy właśnie próbą dezinformacji jest powtarzanie, że jedynie partia PiS jest wolna od wpływów Rosji, a on Macierewicz tak nieprzejednanym wrogiem Kremla? Jeśli ona jest wolna, a on tak nieprzejednany, to jak w takim razie zrozumieć ochocze i niefrasobliwe upublicznienie treści „raportu” Macierewicza? Komu on służył i kto odniósł z jego publikacji największe korzyści, a kto poniósł straty? Czy to nie dezinformacja stała się przyczyną likwidacji WSI i dała podstawę do ujawnienia ich tajemnic? Czy można w działaniach podejmowanych wobec WSI doszukiwać się inspiracji doskonale zamaskowanego agenta wpływu (to także ulubiona forma działania służb rosyjskich)? Dlaczego „raport” został przetłumaczony na język rosyjski i to przez Rosjankę związaną, przynajmniej pośrednio, ze służbami specjalnymi FR? Dlaczego Macierewicz i tak wiele osób z jego najbliższego otoczenia jest tak bardzo powiązanych z Rosją, jej sympatykami i lobbystami?

Posługiwanie się informacjami i ocenami sprzed niemalże pięćdziesięciu lat, których autorem jest jeden z twórców służb specjalnych ZSRR, negowanie rzeczywistego, niepodległościowego charakteru przemian w Polsce, ma służyć uzasadnieniu działań podejmowanych przez PiS i jej liderów, ale przede wszystkim Macierewiczowi do zaprezentowania siebie, jako najsprawiedliwszego, wśród sprawiedliwych i najbardziej prawego wśród prawych. W tym celu Macierewicz i jego najbliższe otoczenie, ale także PiS nie cofa się przed negowaniem historii i deprecjonowaniem osób, które zasłużyły się dla zmian ustrojowych. Ale to nie wszystko. Macierewicz w swojej przedmowie do książki Golicyna podważa wiarygodność sojuszniczą Polski, jako członka NATO i UE. Z jego „głębokich przemyśleń” można wyciągnąć jeden wniosek – wszystko co działo się w Polsce to realizacja koncepcji sowieckiej. Tak naprawdę nie było prawdziwej opozycji, Solidarności, Lecha Wałęsy, stanu wojennego, okrągłego stołu, wyborów 1989 roku, rządu Tadeusza Mazowieckiego, integracji ze strukturami euroatlantyckimi i europejskimi. Prawdziwy jest tylko Macierewicz i jego świat. Czytając kolejne teksy, oświadczenia i słuchając jego wystąpień, także tego ostatniego w Sejmie, nie sposób nie zadać sobie pytania o akceptowalne społecznie, politycznie, ale także prawnie granice wypowiedzi i wolności słowa.

Niestety widzenie świata „według Macierewicza” pociąga za sobą nie tylko drwiny, ale i konkretne konsekwencje w wymiarze wewnętrznym i międzynarodowym. Ktoś przecież dał mu do ręki brzytwę. Przestały istnieć polskie wojskowe służby specjalne, a te które noszą taką nazwę nie wykonują właściwie zadań na rzecz wydawałoby się głównego odbiorcy efektów ich pracy, a więc resortu obrony i Sił Zbrojnych RP. Osłabiona została gotowość operacyjna Sił Zbrojnych i zniszczono proces ich modernizacji. Nie odzyskaliśmy jeszcze i długo nie odzyskamy zaufania państw sojuszniczych oraz kompetentnych struktur NATO i UE. Czyżby więc Anatolij Golicyn, współtwórca sowieckich służb specjalnych, osiągnął kolejny sukces, czy to może uczeń przerósł mistrza? Czy mamy do czynienia ze skutecznym agentem wpływu czy z wyjątkowo użytecznym idiotą?

Macierewicz i jemu podobni muszą ponieść konsekwencje. W przeciwnym bowiem razie, nasze państwo będzie coraz słabsze i będzie rosła liczba zdemoralizowanych obywateli. Takie są następstwa każdego przedłużającego się konfliktu oraz bezkarności jego sprawców i podżegaczy. Strzeżmy się więc sytuacji państwa upadłego.

Redakcja „Dziennika SEDNO”, którego wydawcą jest Stowarzyszenie Europejska Demokracja – Nadzieja i Otwartość stara się nie ingerować w przekazywane do publikacji materiały. Nie dokonujemy ich skrótów. Zastrzegamy sobie jedynie prawo do redakcji, korekty, dodania tytułu, śródtytułów i podkreśleń. Prosimy uprzejmie autorów przekazywanych nam materiałów o dbałość o język i formę.

Nie zamieszczamy na naszej stronie materiałów niezgodnych z linią programową Stowarzyszenia określoną w jego Statucie. Nie publikujemy treści, w których stosowany jest język wykluczenia i mowa nienawiści bez względu na to, kogo one dotyczą. Nie publikujemy także materiałów, których celem jest szerzenie ksenofobii, homofobii, rasizmu albo propagowanie nacjonalizmu lub faszyzmu, w każdej ich formie.

Przypisy

Przypisy
1 Tę informację powtórzył 29 czerwca 2011 roku, w tygodniku „Polityka” Cezary Łazarkiewicz, w artykule „Edukacja służbowa”, choć zrobił to w nieco innym jej kontekście.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *