Światy równoległe

Obserwuję aktywnie polską scenę polityczną od wielu lat. Zawsze widocznych było kilka jej wektorów w wizji Polski i świata prezentowanej przez umiarkowaną prawicę – kolejne wersje UW, KLD, PO, umiarkowaną lewicę – SLD/Wiosna oraz bardziej radykalną – partię Razem, a także przez skrajne i wsteczne PiS. Tej ostatniej partii nie potrafię przypisać jednoznacznie żadnej jednolitej orientacji politycznej, ale zgodziłbym się z opinią, że jej eklektyzm programowy można nazwać socjalizmem narodowo-katolickim. Ostanie lata ujawniły jednak z całą bezwzględnością istnienie poważniejszego problemu. Nazwałem go funkcjonowaniem światów równoległych, które to zjawisko wymaga szerszej prezentacji. Jest ono powszechne i niezależne od światopoglądów oraz orientacji politycznych. Potrzebujemy jak najszybszej zmiany nastawienia, jeśli mamy zamiar współtworzyć naszą wspólną przyszłość.

Świat partii politycznych

PiS znalazł sobie niszę społeczną, jak się okazuje już od kilku lat znaczącą, i do jej środowiska kieruje swój przekaz. Ultrakatolicki, bazujący na archaicznym kreacjonizmie, nacjonalistyczny i populistyczny, bazujący na niezadowoleniu społecznym i opacznie rozumianym patriotyzmie. Używa owego przekazu w zależności od okoliczności wewnętrznych i zewnętrznych. Powołuje się na plan „redystrybucji godności”, choć wszyscy widzimy, że jest on realizowany w sposób rabunkowy, nieuwzględniający potrzeb przyszłych pokoleń. Dla tzw. zjednoczonej prawicy rzeczywistość to świat przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Jeśli stara się śmielej wychodzić w przyszłość, odnosi ją do realiów II Rzeczpospolitej – jako wątpliwego przykładu sukcesu, lub do warunków panujących PRL – z którymi walczy, choć zakończyły swój żywot trzydzieści lat temu, a PiS zaczyna wprowadzać je ponownie do życia politycznego i społecznego Polski, pod hasłem „dobrej zmiany”. Flirtuje, a właściwie flirtował z ugrupowaniami skrajnie nacjonalistycznymi, z wręcz faszyzującymi ONR i MW. Wydaję się, że wzajemne relacje wchodzą obecnie w kolejną ich fazę. Zarzuty i zatrzymanie byłego księdza Jacka Międlara, to w mojej ocenie nie kwestia zmiany nastawienia zjednoczonej prawicy do takich postaw i obrona Polski przed skrajnym nacjonalizmem i rasistowską mową nienawiści, ale obrona przed odpływem własnych zwolenników i elektoratu do Konfederacji. To być może także sygnał, że lepszy będzie sojusz niż walka polityczna, co może być kolejnym zagrożeniem dla demokracji. O polityce w ramach UE i NATO oraz polityce zagranicznej nie będę pisał, gdyż ta jest opisywana niemalże codziennie i w innych publikacjach na tej stronie można znaleźć do niej wiele odniesień.

PO od lat żywi się wzajemną niechęcią z PiS i jego przystawkami. O ile w czasie sprawowanej władzy słusznie krytykowała stanowisko swojego głównego politycznego konkurenta, to poza ową krytykę już wyjść nie potrafiła. Nie potrafiła skutecznie usunąć z życia politycznego najbardziej zagorzałych bojowników z zasadami i porządkiem prawnym, co dzisiaj mogłoby przyczyniać się do nieco innego obrazu naszej rzeczywistości. Mało tego. Starała się przejmować część potencjalnego elektoratu PiS, nie poprzez prowadzoną edukację obywatelską, ale poprzez gesty populistyczne, czynione w imię tzw. sprawiedliwości społecznej, która jest pojęciem dość pojemnym i sprzyjającym jego nadinterpretacji. Co zresztą dzisiaj stosuje skutecznie także PiS. PO nie potrafiła wprowadzić w życie nowoczesnych mechanizmów społecznego wymiaru rozwoju, które powodowałyby wzrost zadowolenia społecznego i poczucie szerszej rzeszy obywateli ich partycypacji w korzyściach płynących ze zmian cywilizacyjnych. Okazało się, że sama rozbudowa infrastruktury bez uwzględnienia jej społecznego wymiaru, nie wystarcza. Oddaję jednak sprawiedliwość, że w ten sposób do powstania niszy wyborczej zagospodarowanej przez PiS, rękę przykładały wszystkie rządy po 1989 roku. Platforma zadowalała się względną i jak się okazało powierzchowną stabilizacją życia społecznego, której synonim stanowi owa ciepła woda w kranie. Nie potrafiła porwać się na program zmieniający naszą rzeczywistość. Nie podejmowała tematów drażliwych społecznie i światopoglądowo, nie chciała wprowadzać reform niezbędnych, jednak ryzykownych politycznie. W ten sposób wchodziła stopniowo w dryf, co warunkach iluzorycznej stabilizacji prowadziło do katastrofy. Choć zwracano jej na to uwagę, nie reagowała. Nie reaguje do dziś.

SLD, a szerzej lewica. Od początku przemian ustrojowych musiała się zmagać z etykietą postkomuny. Choć ten argument tracił swoje rzeczywiste podstawy wraz z pokoleniową wymiana członków i sympatyków, to używany jest nadal. Także z powodu niedojrzałości politycznej młodszych jej zwolenników i liderów oraz obecności, a czasami powrotu do życia politycznego postaci lewicy kojarzonych jednoznacznie negatywnie. Leszek Miller jest chyba najlepszym tego przykładem. Lewica miała jednak swoje pięć minut znaczące dla miejsca Polski w Europie. To za prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego i premierostwa kolejnych liderów SLD, Polska wchodziła do Unii Europejskiej. Był to moment, w którym lewica mogła ustabilizować swojej znaczące miejsce w polskiej polityce. Nie dokonała tego, z powodu zaniechań, zachłanności i korupcyjnych działań istotnych jej postaci. Po przegranych w 2005 roku wyborach, rozpoczął się powolny upadek SLD. Zabrakło wizji i energii, a liderom partii i jej prominentnym funkcjonariuszom wystarczała w Sejmie rola opozycji. Nieznacząca, ale gwarantująca synekury dla najważniejszego aparatu. Mieli oni nadzieję, że zapewnili sobie dożywotnią pracę w Sejmie, ale i te nadzieje rozwiały wybory 2015 roku. Na lewicowy rynek weszła wtedy bowiem radykalna socjalnie partia Razem, która odebrała SLD głosy i możliwość wejścia do parlamentu. Paradoksalnie więc, pojawienie się nowej partii lewicowej dało możliwość sprawowania samodzielnej władzy przez skrajny PiS. Dzisiaj, pomimo ponownej i potrzebnej obecności w Sejmie, pierwsze działania i decyzje lewicowej koalicji SLD/Wiosny/Razem nie zapowiadają powrotu do dawnej świetności. Nie ma wyrazistych liderów, nie ma wizji, nie jest gotowa do współpracy. W to miejsce pojawiają się kolejne kuriozalne wypowiedzi lidera partii Razem Adriana Zandberga chwalące realia PRL, oraz silnie populistyczne deklaracje innych członków tej partii. Być może to tylko „dziecięca choroba lewicowości”, ale na rzeczywistą ocenę przyjdzie nam jeszcze poczekać.

O PSL trudno napisać coś odkrywczego. To partia jak zawsze koalicyjna dla innych partii. Partia klasowa, która już utraciła większość klasy, którą reprezentowała. Bez realnego programu, silnie konserwatywna i odwołująca się często do wartości, na które powołuje się PiS, nie stanowi na polskiej wsi realnej dla niego konkurencji. Jest jednak podstawowa różnica – PSL szanuje porządek konstytucyjny RP i występuje w jego obronie, co stwarza nadzieję, że jej zdolność koalicyjna nie dotyczy jednak zjednoczonej prawicy. Może jednak niepokoić koalicja z Kukiz’15.

Groźnym zjawiskiem jest pojawienie się w Sejmie skrajnie nacjonalistycznej i antyunijnej Konfederacji. Kilku jej dzisiejszych członków wprowadził już w poprzedniej kadencji Kukiz’15. Dzisiaj występują pod własnym sztandarem. Choć ich siła nie jest znacząca, to zrobiony został pierwszy krok. Musimy obserwować ich polityczne posunięcia i głoszone z trybuny sejmowej hasła, zachowując obywatelską czujność. W przypadku kolejnego krachu wartości i nadziei, takie ugrupowania mogą bowiem zyskać poważnie na sile, gdyż propozycje i zachowania polityczne ocierające się o faszyzm, nie mają w Polsce jednoznacznie negatywnej konotacji. Znacząca część naszego społeczeństwa oczekuje silnej, opiekuńczej władzy, która zapewni mu krótkotrwałe i iluzoryczne bezpieczeństwo socjalne. Nie zastanawia go cena owego bezpieczeństwa i jego całkowita zależność od decyzji władzy.

Świat społeczeństwa obywatelskiego

Na tak opisany, na pewno niedoskonale i eklektycznie świat polskich partii politycznych, nakłada się świat społeczeństwa obywatelskiego. Ono nie ujawniało swojego istnienia i potencjalnych możliwości (poza okresami wyborów) do października 2015 roku. Wtedy to, w wyniku działań PiS i społecznego zaniepokojenia jego decyzjami i sposobem uprawiania procesu legislacji, obywatele zaczęli wychodzić na ulice. Poczuli, że jest im odbierana wolność i bezpieczeństwo. To od tego momentu zaczęły się tworzyć lub odradzać środowiska bardziej lub mniej sformalizowane, które w swoich programach, manifestach lub statutach podkreślały wolę obrony demokratycznych podstaw państwa prawa. To jednak nadal początek, a siła społeczeństwa obywatelskiego jeszcze nie powstała i nie pokazało ono jak dotąd swojej rzeczywistej sprawczości. Dlaczego tak się dzieje już wyjaśniano, a ja spróbuję przedstawić moje stanowisko.

Początkowa energia i euforia, niewychodząca generalnie poza uliczny protest zaczęła z wolna słabnąć. Było tego kilka powodów. Część uważała, że uliczny protest bez edukacji obywatelskiej to za mało. Część uznała, że najważniejsza jest owa edukacja, ale nie potrafiła wyjść z nią poza własne środowiska. Spotkania, organizowane pod jakąś flagą zachęcały do udziału w nich najczęściej tylko tych, którzy chcieli się pod ową flagą gromadzić. Część wychodziła i nadal wychodzi na ulice w coraz mniej licznym proteście i pociesza się, że to wystarcza. Że najważniejsze jest pokazywanie braku obywatelskiej zgody. Tym ostatnim dedykuję przykład Grety Thunberg, która zaczynała sama, a teraz porywa miliony. Protest można więc zacząć w pojedynkę lub w małej grupie, ale tak kończąc nie można osiągnąć zakładanego celu. Mam nadzieję, że stać nas na znacznie więcej.

Trzeba zauważyć, że w początkowej fazie protestu, bardzo zabiegali o współprace i widoczny w nim udział liderzy głównych partii politycznych. Nasza obywatelska siła dawała nadzieję, ale także tworzyła dla nich realne zagrożenie. Mogli się obawiać, że całkowicie weźmiemy sprawy w swoje ręce i zburzymy dotychczasowy układ sił. Jednak tak się nie działo, a my (nie wykluczam, że także w wyniku działania „partyjnych emisariuszy” obecnych w naszych szeregach) coraz bardziej się różniliśmy i dzieliliśmy. Kiedy zaczęliśmy słabnąć zainteresowanie partii spadło. Wtedy role się odwróciły, gdyż wiele i wielu z nas dostrzegło ponownie w partiach politycznych możliwość ratunku dla polskiej demokracji. Czym się to zakończyło dla obu stron, każdy z nas chyba widzi. Ten problem jest już od dawna opisywany w „Dzienniku SEDNO”. Pisali o nim Bogusław Stanisławski, Andrzej Kostarczyk, Ewa Borguńska czy Paweł J. Dąbrowski. Pisałem także ja. Pojawił się on również w poprzednim felietonie autorstwa Tadeusza Korablina „Idź z innymi”.

Zróżnicowany był stosunek ruchów i organizacji obywatelskich do współdziałania. Można było zaobserwować kilka nurtów. Najbardziej szkodliwy jest ten, który całkowicie odrzuca możliwości szerokiej partnerskiej i programowej współpracy. Są tego niestety przykłady. KOD, będąc najliczniejszą organizacją która mogła stanowić bardzo ważny ośrodek konsolidacji, nie stanął jak dotąd na wysokości zadania. Jak wiemy były i są tego różne przyczyny. Ale to z niego wyłoniło się wiele mniejszych organizacji, których liderzy i członkowie nie mogli realizować swoich pomysłów dławionych przez autorytarne władze centralne Komitetu. Popełniły one także poważny błąd, gdy nie uznawały potrzeby partnerskiej współpracy z innymi organizacjami, a była przewodniczącego zarządu głównego KOD powtarzała, że jest on największy i najbardziej sprawczy, czym starała się zaczarować rzeczywistość, realizując tak naprawdę własne polityczne ambicje. Mam nadzieję, że obecny zarząd zmieni tę sytuację jak najszybciej i już widzę pewne tego symptomy. Są także organizacje, najczęściej niesformalizowane, które uważają, że owa współpraca powinna dotyczyć tzw. kalendarza wydarzeń przez nie organizowanych, stworzonego z nadzieją, że inne organizacje wzmocnią protesty obecnością swoich członków i sympatyków. Tak sądzi między innymi środowisko słabnącego KORDu. Kolejny ruch to Obywatele RP, najbardziej radykalny i najbardziej konsekwentny. Próbowali co prawda zgłaszać także swoje pomysły polityczne, jednak bez szerszej konsultacji i oczekując dla nich wsparcia, a nie krytycznej oceny. Dlatego i oni jak dotychczas posiadali dość ograniczone zdolności koalicyjne. Na szczęście zaczynają jak się zdaje ewoluować.

Są jednak również takie organizacje, które dostrzegają potrzebę budowania silnego, świadomego i zjednoczonego wokół głównych i uniwersalnych wartości. Dostrzegają one także możliwość i konieczność określenia obywatelskiego programu korekty politycznej, który powinien służyć obywatelom i politykom, jako swoisty drogowskaz społecznych oczekiwań. Jeśli jednak partie nie będą chciały współdziałać i współpracować w imię wspólnego dobra, to powinniśmy potrafić stworzyć nową siłę polityczną. Musimy wszyscy zdać sobie bowiem sprawę z kwestii oczywistej – partie można wymienić na inne, społeczeństwa się nie da. Wydaje się, że kolejne przegrane wybory powinny wzmacniać takie widzenie, a parlamentarne postawić kropkę nad i, stając się nareszcie punktem zwrotnym. Czy tak się stanie?

Nadzieja umiera ostatnia

Jest pewna nadzieja. Ona dotyczy także współpracy głównych ruchów obywatelskich z innymi środowiskami, z prawniczymi samorządami zawodowymi. Jest więc pole do jej rozwijania i obejmowania nią kolejnych dziedzin i włączania się kolejnych organizacji, a także do stosowania kolejnych jej narzędzi. Jeśli chcemy, wejść w społeczny dialog z partiami politycznymi, musimy najpierw zadbać o to, żeby odbywał się on na zasadach partnerstwa i poszanowania naszego stanowiska. Dlatego musimy owo stanowisko wypracować. Tego nie robi się jednak na ulicy, ale w debacie programowej. Że jest ona możliwa pokazał w styczniu 2019 roku KORD2. Wtedy jednak, jego ustalenia programowe i manifest zostały bezmyślnie i niepotrzebnie zaprzepaszczone z powodu niezrozumiałych ambicji personalnych. Bardzo dobrze opisał tego przyczyny, zmarły niedawno Bogusław Stanisławski, który zawsze podkreślał konieczność „łączenia naszych sił i serc” w walce o wolność.

Jeśli dialog społeczno-partyjny się nie uda, będziemy nadal żyli w światach równoległych. Partie polityczne w swoim, ruchy obywatelskie w swoim. Choć świadome swojego istnienia, nasze światy nie będą się przenikać, a społeczeństwo będzie nadal traktowane przedmiotowo. Dobrym tego przykładem są kolejne obywatelskie próby organizowania referendów. Listy z podpisami setek tysięcy obywateli są mielone w niszczarkach, tak jak w przypadku próby zorganizowania referendum w sprawie „reformy edukacji”. W państwie demokratycznym nie mogą tak wyglądać relacje władza – obywatele. Nie służy to żadnej ze stron, ale przede wszystkim nie służy naszej wspólnej przyszłości.

Staje się więc coraz bardziej oczywiste, że potrzebny jest nam nowy okrągły stół, z udziałem wielu środowisk społecznych i politycznych. Powinno do niego dojść już dawno, ale skoro nie doszło musi to nastąpić jak najszybciej. Czy jest na to szansa? Chcę wierzyć, że tak, gdyż bez takiego nowego otwarcia, które powinno zakończyć się umową społeczną, nie zbudujemy stabilnej platformy współpracy – wspólnej wizji i możliwości jej realizacji. Nie mamy jednak na razie realnego wpływu na decyzje polityków, zacznijmy więc od „okrągłego stołu” ruchów obywatelskich. Zobaczmy czy się zmieniliśmy i czy dojrzeliśmy po czerech latach niepowodzeń do wejścia w świat realnej polityki. Prawdziwa siła społeczeństwa obywatelskiego polega bowiem na jego zdolności oddziaływania na politykę i polityków, w oparciu o skuteczną prezentację własnych oczekiwań, a nie na ciągłym ulicznym manifestowaniu sprzeciwu.

***

Redakcja „Dziennika SEDNO”, którego wydawcą jest Stowarzyszenie Europejska Demokracja – Nadzieja i Otwartość stara się nie ingerować w przekazywane do publikacji materiały. W wyjątkowych przypadkach dokonujemy ich skrótów. Zastrzegamy sobie prawo do redakcji i korekty, dodawania tytułu, śródtytułów i dokonywania podkreśleń. Prosimy uprzejmie autorów przekazywanych nam materiałów o dbałość o język i formę.

Nie zamieszczamy na naszej stronie materiałów niezgodnych z linią programową Stowarzyszenia określoną w jego Statucie. Nie publikujemy treści, w których stosowany jest język wykluczenia i mowa nienawiści bez względu na to, kogo one dotyczą. Nie publikujemy także materiałów, których celem jest szerzenie ksenofobii, homofobii, rasizmu albo propagowanie nacjonalizmu lub faszyzmu, w każdej ich formie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *